Krótka historia koronki

20-06-2017

Tkanina na skrzydło anioła czy może raczej diabelski trik? Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o koronce…

W 1964 roku w filmie „Życie po włosku”SophiaLoren założyła długą koszulę nocną z czarnej koronki i świat oszalał. Dzisiaj powyższe zdjęcie na mało kim robi wielkie wrażenie, bo mamy obecnie w sklepach halki i koszulki o niebo bardziej zmysłowe, wysublimowane, wyzywające. Z koronką rzadszą i gęstszą, niemal we wszystkich kolorach tęczy. Seksapilu Sophii, owszem, na świecie brakuje, ale kobiety nadal sięgają po koronkę, ilekroć chcą oszołomić partnera lub poprawić sobie samej samopoczucie. Czarna i czerwona koronka działa jak płachta na byka i zastrzyk wiary w siebie podany gładko na skórze. Przyjemnie odznacza się na nagiej skórze, uchylając rąbka tajemnicy, ale pozostawiając wciąż dużo kuszących domysłów. No i świetnie pasuje naszej słowiańskiej, jasnej karnacji!

Ale co powiecie na białą koronkę?

 

Suknia ślubna, becik dla małej księżniczki, czepek na głowę XVII-wiecznej damy? Koronka tak naprawdę zaczęła swoją karierę już w XV wieku, niezależnie w Włoszech i Flandrii, ale początkowo nie miała wcale dzisiejszego zmysłowego podtekstu. Początkowo wyrabiana była ręcznie z wykorzystaniem wielu okręcających się szpulek i delikatnych białych nici, aby zdobić wielkie balowe suknie, królewskie poduszki, parasolki, rękawiczki czy arystokratyczne kołnierze i mankiety…nawet męskie! Zwykle koronkowe detale przepinało się z jednego stroju na drugi i nosiło z dumą niczym biżuterię – ktoś kto mógł pozwolić sobie na koronkę był w końcu nie byle kim. W wielu krajach zaczęto w XVII wieku wprowadzać nawet ograniczenia na import, a nawet noszenie koronek, bowiem za dużo pieniędzy wędrowało za granicę na zakup luksusowej odzieży. Handel koronką szybko zszedł wówczas do podziemi i swoją działkę zarobili nawet przemytnicy.

 

Nawet dziś są jeszcze na świecie fascynatki robótek ręcznych, którym wełna wydaje się być materiałem zbyt pospolitym i plebejskim, a które spotykają się na zjazdach w Europe i Ameryce, gdzie przez całe weekendy plecie się wyrafinowane koronki o nieprawdopodobnym poziomie detali i maestrii. Ale to, co nosimy dziś na biustonoszach, figach i haleczkach to oczywiście koronka produkowana przez maszyny, które zrewolucjonizowały rynek w XIX wieku i spowodowały, że prawie każdy mógł sobie już na transparentny haft pozwolić. Pierwsze urządzenie do wyrobu koronki opatentował w 1809 roku imć John Heathcoat i choć oferowało ono jeden jedyny prosty deseń, w kolejnych latach postęp przemysłowy zrobił swoje i fabryki zaczęły produkować koronki o różnych wzorach i barwach.

 

W 1840 roku brytyjska królowa Wiktoria przystąpiła do ołtarza w oszałamiającej białej koronkowej sukni, która spływała kaskadami na posadzkę Westminsterskiego Opactwa. Suknia ozdobiona była kwiatami pomarańczy, a na głowie młoda monarchini miała długi welon z misternej koronki. Kobiety na całym świecie padły na kolana pod wrażeniem ślubnego czaru białej koronki i tak zaczęła się moda, która króluje nieprzerwanie do dziś. W epoce wiktoriańskiej rodziny zadłużały się, żeby kupić córce na wydaniu najlepszą koronkę na ceremonię zamążpójścia, a suknie i welony potem dziedziczone były z pokolenia na pokolenia jak prawdziwe rodzinne klejnoty. Po II Wojnie Światowej, która na jakiś czas odwróciła uwagę świata od próżnych fascynacji, amerykańska aktorka Grace Kelly, wydając się za księcia Monako, założyła na ślub suknię wykonaną z 270 metrów najlepszej walencjańskiej koronki ozdobionej… tysiącem pereł. I znowu, wszystkie panny młode musiały mieć szaty z koronki. Tradycji dotrzymała również KateMiddleton, zakładając na ślub w 2011 roku koronkowe cudo od samego Alexandra McQueena.

 

Pod powierzchnią wspaniałych tych wszystkich kreacji koronka żyje przy tym swoim drugim, mniej publicznym życiem, przyozdabiając biustonosze, figi, pasy do pończoch czy koszulki nocne. Nawet mały dodatek w postaci wstawki na dekolcie czy rękawka u halki czyni naprawdę wielką różnicę, a bieliźniane komplety zdominowane koronką to klasyka, którą po prostu trzeba mieć. Kolor wydaje się przy tym rozstrzygać o magicznej mocy oddziaływania koronki – czerń, czerwień, granat czy fiolet to wersje pełne seksapilu i grzeszności, podczas gdy biel, beż, srebrzysta szarość czy delikatny róż kojarzą się raczej z niewinną kobiecością i dziewczęcym wręcz urokiem. A że kobieta zmienną jest, warto mieć obie opcje pod ręką!