Skąd się wzięły szlafroki?

17-07-2018

Szlafrok to dość kontrowersyjny element garderoby. Jedni, nie wyobrażają sobie życia bez niego, inni boją się by ktoś ich w nim przyłapał. A jeszcze inni nie noszą wcale…

Z natury rzeczy szlafrok jest bowiem strojem prywatnym i to niekoniecznie w koronkowym, zmysłowym znaczeniu. Najpopularniejsze modele odzwierciedlają klimat Europy Północnej i łączą toporny krój z ręcznikową tkaniną typu frotte oraz mało eleganckim wiązaniem „na supeł”. Nic dziwnego, że moda wymyśliła już wersję dla wymagających pań, które na taki poziom zobojętnienia garderobianego nie chcą się zgodzić – zwiewne i krótkie peniuary spełniają w zasadzie tą samą funkcję, ale wyglądają jak marzenie. Niestety, dla urody trzeba pocierpieć i koronkowy peniuar w przeziębiony styczniowy poranek może każdej elegantce wyjść bokiem, kolokwialnie rzecz ujmując.

Długa i zacna historia szlafroka

Szlafrok w rozumieniu długiej domowej szaty z rękawami był znany starożytnym Grekom już w IX w. p.n.e. Ze źródeł historycznych wynika, że ówczesne „szlafroki” były kolorowe i bogato zdobione, pozwalając czuć się komfortowo, a zarazem wykwintnie w domowych pieleszach. Pomysł, jak wiele innych, przejęli oczywiście Rzymianie, którzy dodatkowo wprowadzili system szlachetności podomek – te najdłuższe, o pasiastym wzornictwie były domeną najbogatszych patrycjuszy.

Ciekawą transformację szlafrok przeżył dzięki japońskiej kulturze. W IX w. n.e. koncepcją długiej podomki zainteresowali się krawcy z Kraju Kwitnącej Wiśni i rozwinęli ją do perfekcji. Jedwab, najszlachetniejsze nici, misterne hafty i zdobienia… Można bowiem powiedzieć, że popularne do dnia dzisiejszego kimono jest właśnie dalekim kuzynem szlafroków!
Długie szaty przeniknęły jednak także do innych środowisk, dając początek habitom modlitewnym, a później także naukowym i sędziowskim togom. W XVIII w. z tego tygla wpływów urodził się banyan - jedwabna narzuta noszona przez azjatyckich mężczyzn o poranku i z wieczora.

Ewolucja szlafroka

Pomysł zakiełkował i w XIX w. już nie tylko w Azji, ale także w całej Europie z chęcią noszono długie luźne narzuty służące tylko i wyłącznie domowemu użytkowi. Nakładane na bieliznę czy piżamę, pozwalały czuć się ciepło i wygodnie, a w razie konieczności przyjmować nieoczekiwanych lub zaprzyjaźnionych gości.
XX wiek był świadkiem wielkiego rozłamu - wymyślenie tkaniny frotte zrewolucjonizowało bowiem rynek i szlafrok z miękkiej, doskonale chłonącej wilgoć bawełny stał się łazienkowym must have. Okazało się bowiem, że po wyjściu z kąpieli możesz po prostu nałożyć na siebie gruby płaszcz, który pozwoli szybko wyschnąć i umożliwi przechadzanie się pod domu bez ryzyka przemarznięcia i zamoczenia ubrania mokrymi włosami. Z drugiej strony, kobiety z coraz większym entuzjazmem rzuciły się na syntetyczne tkaniny, które nie gniotą się, subtelnie opływają ciało i zachwycają lekkością. Damski peniuar, najbliższy sztuce kimono, stał się synonimem sypialnianego luksusu.

Co wybrać – frotte czy koronkę?

Odpowiedź w tym przypadku jest jednoznaczna – trzeba mieć oba! Latem nie ma bowiem nic przyjemniejszego niż zarzucenie rankiem na lekką koszulkę na ramiączkach zwiewnego peniuaru, który nie tylko ochroni przed chłodem, ale także pozwoli czuć się pewniej w towarzystwie innych domowników. Koronkową narzutkę zwłaszcza docenią panie przywykłe spać nago – wstając rano z łóżka czy do łazienki można skryć nagość za równie kuszącą i zmysłową zasłoną.
Tyle lato i koronki. Od października większość z nas ogarnia jednak niekończące się uczucie chłodu, przeziębienia, a czasem nawet depresji. Naturalną koleją rzeczy nikomu nie chce się wówczas myśleć o seksapilu. Ciepły szlafrok do kolan czy do połowy łydki może być wykonany nie tylko z bawełny frotte, ale także flaneli, weluru czy nawet aksamitu. W każdym jednak razie zapewnia totalne otulenie i sprawdza się nie tylko w zimowe poranki i wieczory przed telewizorem, ale także w czasie sezonowych chorób.

Model unisex w wersji frotte nie musi być przy tym wcale ambarasem. Jako stałe wyposażenie salonów spa i ekskluzywnych resortów wakacyjnych niesie ze sobą nieskończone poczucie swobody i komfortu, którego nie warto się pozbawiać. Zwłaszcza, że bawełniane szlafroki w przeciwieństwie do lekkich peniuarów z satyny czy jedwabiu, nie mają ograniczeń co do częstości i temperatury prania mechanicznego.

Najlepiej poczujesz się więc, wiedząc, że w twej szafie obok białego frotte wisi peniuar z czarnej koronki, a ty codziennie masz możliwość swobodnego wyboru!